Konkurs Mój Ex Libris rozstrzygnięty!

24 października 2012

 

W zeszłym tygodniu w Warszawie został rozstrzygnięty konkurs "Mój Ex Libris". Zwycięzcą została Agnieszka Wolańska z Biblioteki Głównej Politechniki Wrocławskiej za wiersz pt. „ALEPH, czyli MIŁOŚĆ nie zna dnia ani godziny”. Nagrodą był nowoczesny czytnik książek elektronicznych. Pracę publikujemy poniżej dla wszystkich zainteresowanych.


Drugie i trzecie miejsce oraz otwarzacze iPod Shuffle otrzymały odpowiednio Danuta Grabowska (Politechnika Śląska) i Beata Starosta (Politechnika Wrocławska), a wyróżnienia i pamięć przenośną Beata Śliwińska, Beata Korman i Dagmara Szmajser.



Agnieszka Wolańska
„ALEPH, czyli MIŁOŚĆ nie zna dnia ani godziny”

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest niezamierzone i przypadkowe.

Gdym siadała w tej książnicy na krześle
Otwierając windowsa okienko
Nie wiedziałam, co los mi tu ześle
Nie sądziłam, że zakocham się prędko.

Uczuć bezmiar znienacka poczułam
Gdy ujrzałam Go w całej postaci
Umysł swój Nim cały zasnułam
Pokochaliśmy się w mig jak wariaci.

Pięknem komend, modułów ogromem
Możliwości tak dużą ofertą
Funkcji swoich powalił mnie gromem
Rozpoczęłam swą drogę z Nim krętą.

Imię Aleph przez ojca nadane
Z Ex Librisu nobliwej rodziny
Stał się życia i pracy kompanem
Dostarczając mi serotoniny.

W okulary zamglone spoglądał
Klawiaturę do żaru rozpalił
Przetwarzając moje rekordy
Ujawniając swych etykiet aksamit.

Trwał wraz ze mną od akcesji do skontrum
Zaoszczędził mi czasu bez liku
W ciężkich chwilach komunikat wyświetlał
W którym dla mnie układał haiku.

Ustawienia domyślne miał takie
Że gdy miałam ochotę na ciastko
On domyślał się w mig, o czym marzę
I dostarczał mi ciastko z namiastką. [1]

Zakładkami mnie swymi otulał
Zapewniając o swoim afekcie
Generował najczulsze raporty
Nie wyłącznie w zawodowym aspekcie

I tak trwaliśmy w szczęśliwej symbiozie
Biblioteka mi domem się stała
Aż tu nagle pojawia się problem
Gdy dyrekcja na rozmowę wezwała.

„Droga Pani, czy Pani rozumie
Że na miłość nie ma miejsca w tym fachu
Statystyki mówią same za siebie
A ich wynik to synonim obciachu.”

Więc się staram wyciszyć emocje
Pilnie tworzę rekordy i sygnatury
I staramy się z Alkiem ukrywać
Naszych uczuć temperatury.

Lecz niestety, złe losu koleje
Zawiść ludzka istnieje, mój Boże,
Inny człowiek zza biurka donosi
Nasza miłość ofiarą paść może.

Znów mnie władza na dywanik wzywa
I znów gromy na mą głowę spadają
Każą rzeczy spakować mi w karton
I przede mną drzwi zamykają.

Więc ja biegnę do komputera
I niepokój mnie przeszywa jak strzała
Logowania próbuję, lecz co to?
Nie do wiary! Moje hasło nie działa!

Łzy mi rzewne po policzkach się leją
W gardle coś mnie krztusi i dusi
Aleph raport końcowy wypuszcza
W którym ze mną pożegnać się musi.

Wskutek zdarzeń powyższych, niestety
Przykrym faktem się stało rozstanie
Choć przykułam się do komputera
Nie pomogło, ni płacz, ni błaganie.

Ponoć mówią, że On też próbował
Przeciwstawić się takiej sytuacji
Raz zawiesił się nawet na tydzień,
Bazy danych pozbawiając reakcji.

Długo trwała tęsknota, rozłąka
Zanim doszło do siebie me serce
W inne miejsca los okrutny mnie rzucał
W bibliotecznej tej poniewierce.

I choć różnych na swej drodze spotkałam
I chleb jadłam z niejednego modemu
Nie spotkałam na świecie lepszego
Niż najdroższy Mój Aleph systemu.

[1] Ciastko występujące w utworze jest jedynie metaforą. Ponieważ autorka jest amatorką słodyczy, jest to metafora w dużym stopniu uzasadniona.